Pandemia COVID-19 dopadła nas wszystkich. Nawet jeśli nie chorujemy, jesteśmy zmuszeni pozostać w domach, spędzać czas z rodziną (nawet fajni ludzie, nie?) i pracować zdalnie. I właśnie o pracy zdalnej dziś porozmawiamy jak znaleźć zdrowy balans między pracowaniem w łóżku, w piżamie zachlapanej kawą, a budowaniem biuro-fortecy w salonie i krzyczeniem na dzieci, że nie wyrobiły targetu, jeśli nie zjedzą całej owsianki? Jeszcze sami nie do końca wiemy, bo mamy home office dopiero od wczoraj, ale mamy pewne pomysły.

 

Czas i przestrzeń do pracy

O czas i miejsce pracy warto zadbać przede wszystkim dla higieny umysłu. Co prawda nie trzeba kazać partnerowi odgrywać roli kanara i o 6.50 rano wykłócać się o ważność karty miejskiej dla pozorów normalności, ale warto przyjąć, że poświęcamy na pracę (i tylko pracę) dokładnie ten sam czas, co gdybyśmy do niej chodzili. Jeśli pracujesz od 8.00 do 16.00, wstańże o tej 7.30, zjedz śniadanie, załóż swój najlepszy szlafrok i usiądź do komputera. Nie rób sobie godzinnych przerw, nie prasuj, nie podlewaj kwiatków, nie przekładaj części zadań na wieczór. W ten sposób dezorganizujesz sobie cały dzień i zacierasz granicę między pracą, a czasem wolnym od pracy. Co do samego miejsca – naukowo udowodniono, iż mózg reaguje na pozycję, w jakiej znajduje się ciało, więc choć perspektywa jest kusząca, nie warto pracować w łóżku ani na kanapie, ponieważ to wpłynie na naszą wydajność. I po co to komu? Biurko lub stół, krzesło lub fotel i tak trzymać. Przez 8 godzin. To znaczy można wyjść do toalety, ale ale bez czytania wszystkich etykiet środków czystości podczas posiedzenia.

 

Przerwy w pracy

A jednak przyda się jakaś przerwa. Praca zdalna, i to jeszcze w czasie, gdy wychodzenie z domu jest wysoce niezalecane, odbiera nam możliwość zaznania choćby minimum ruchu, jakim jest droga do pracy. Palacze na pewno świetnie sobie radzą z organizacją przerw na balkonie (choć te będą pozbawione small talku o ostatnich fakapach w domowym zaciszu), z kolei reszta ma do wyboru: wyjść na balkon na udawanego papierosa (można wziąć ze sobą słone paluszki zamiast papierosów, jak w czasach dzieciństwa), co godzinę zrobić trening na konkretną partię ciała z Mel B albo chodzić dookoła dywanu w dużym pokoju i udawać, że się idzie po flat white na sojowym do pobliskiej vege-friendly kawiarni. A tak na serio: moderujcie mądrze work-life balance w czasie pracy, bo choć nie ma z kim wyjść na papierosa albo pogadać przy lunchu w firmowej kuchni, przerwy dla oczu i umysłu są niezwykle ważne. Otwórzcie okno, przewietrzcie się, zadzwońcie do znajomych z biura i przechadzając się po pokoju załatwcie jakąś sprawę, która nie wymaga gapienia się w monitor. Możecie im też powiedzieć, że tęsknicie, a potem razem zaszlochacie do słuchawki, wspominając te piękne czasy sprzed apokalipsy. 

 

A po pracy…

Po pracy można wegetować. Można scrollować feed na telefonie i w sumie nie dać mózgowi odczuć różnicy, czy jest nadal w pracy przed ekranem, czy już odpoczywa. Można też zastanowić się, czy jest coś, co można wykonać lub czego się nauczyć, mając do dyspozycji dane warunki i przestrzeń. Może wycieczka do lasu? Może nauka robienia szpagatu poprzecznego? Może kurs śpiewania online (szczególnie polecany, jeśli nie lubicie sąsiadów)? A może nauka gotowania potrawy, o której dawno już myśleliście? Mówi się, że nuda wzmaga kreatywność – daj się więc porwać nudzie na jakiś czas i pomyśl, co możesz i chcesz robić w wolnym czasie, oprócz oglądania memów i zapuszczania korzeni w kanapę, bo stąd już szybka droga do tego, by samemu stać się memem z “Hello darkness, my old friend” w tle.

 

#zostańwdomu razem z nami i baw się dob… no, całkiem wystarczająco!

Przesyłamy całusy z bezpiecznej odległości,

Blue Monster Team

Tekst: Magdalena Jaźwińska

 

BLUE MONSTER | agencja marketingowa
Marek Jeziorek
CEO | Account Director
marek.jeziorek@bluemonster.pl
T: +48 533 992 662